| Bezgłowy jeździec. |
| Thursday, 26 January 2012 06:04 | |||
|
There are no translations available. Fred podstępnie wygonił mnie z łóżka. Opatulona ciepłą kołderką zostałam dosłownie stratowana kocimi łapami, udeptana parokrotnie, podszczypnięta w ramię i podgryziona w palec. Bo jak to może być? On już wstał, nudzi się, a otwieracz do puszek jeszcze w betach leży? Wstawaj babo! Nocą napadało śniegu. Tylko po to, żeby nad ranem zaczął topnieć i utrudniać człowiekowi żywot. Zapowiadają 4 stopnie w plusie. Ja się pytam: gdzie jest śnieg?! Tkwię w jakimś kokonie własnego szaleństwa. Popadam w obłęd? Noszę wszystkie klucze na jednym breloku. To bardziej wygodna opcja, kiedy często zmienia się torby, kurtki i ma się dwa miejsca zarobkowania. Nigdy nie miotam się, czy przełożyłam je do właściwej przegródki, są ciężkie, więc wystarczy torbą potrząsnąć, żeby usłyszeć jak brzęczą, a jeśli ich zapominam- to wszystkich. Wczoraj zeszłam z nocki. Przebrałam się w ,,cywilne" ciuchy i poszłam na przystanek. Wsiadłam do autobusu i ruszyłam w kierunku domu. W połowie drogi dopadła mnie panika! Gdzie są klucze?! Przemacałam kieszenie kurtki- nie ma. Potrząsnęłam parę razy torbą- nie brzęczy. Gorąc mnie oblał i zaczęłam wypakowywać wnętrzności na siedzenie obok. Ludzie w autobusie mieli ze mnie niezły ubaw. Wyciągnęłam : 2 jogurty, jabłko, parasol, kremy do rąk, portfel, kalendarz, parfuma, baterie AAA+- sztuk 3, chusteczki higieniczne oraz całe mnóstwo innych klamotów. Kluczy brak. Upchałam wszystko ponownie do środka. Znów zaczęłam macać się po kieszeniach. Chusteczki, mp3, śminka (;]), zużyta bateria... Kieszenie w spodniach. Chusteczka zużyta i... klucze! Ulżyło mi, bo już chciałam się przesiadać i wracać do pracy. Poszłam do sklepu uzupełnić zapasy kocich puszek, żywności ipłynów, bo po nockach zawsze mam syndrom dnia poprzedniego, czyli pseudo- kaca. Po południu umówiłam się z M. do kina, bo ,,tanie środy w Orange" są, a on ma firmówkę w owej sieci. Seans na 16.40, a moja chora punktualność powoduje, że zawsze jestem grubo przed czasem. Nie przepadam za łażeniem po sklepach z ciuchami, ale Empik to moja miłość! Korzystając z zapasu czasowego zaszyłam się we wnętrznościach księgarni i dalejże buszować po półkach! Utonęłam w zapachu świeżego druku, świecących nowością okładek i miliardach słów. W końcu, wybrałam jedną z książek, którą zapragnęłam zabrać ze sobą do domu. Ruszyłam do kasy. Ręka sięga po portfel i... Cholera jasna!!! Przebłysk świadomości!!! Został w domu, w kuchni, na półce z herbatami!!! Mało, że jechałam na gapę (dobrze, że o tym nie wiedziałam), książki nie kupiłam, to mam u M. dług: bo i bilet do kina, i Czarna Fortuna po seansie, i oczywiście- bilet powrotny do domu. Weszłam do kuchni i co? Oczywiście- portfel leżał tam, gdzie myślałam, że go położyłam wypakowując poranne zakupy. Mam poważne obawy, że w niedługim czasie zostanę jeźdźcem bez głowy!
A na co poszliśmy do kina? A na to. Zaskakująca ścieżka dźwiękowa. Nie widziałam szwedzkiej produkcji, więc nie mam porównania, która wersja lepszą jest. Mi się podobało. Heh... wyglądać jak Salander...
read full article
|



